Potencjalnie zajebista

Ilustracja: Dominika Bałdyga

Powiem wam, że szukanie pracy po dziesięciu latach w jednej firmie to jak branie udziału w miss mokrego podkoszulka w sanatorium, albo domu starców.
Nawet już nie chodzi o to, że cyce masz poniżej pępka, czyli, że szanse na wygraną coraz dalej, żeby nie powiedzieć niżej, ale przede wszystkim masz świadomość, że za Tobą jest cały tłum młodych jędrnych, odważnych i zdolnych do wszystkiego rekinów sukcesu.
A ty to tak coś między rafą koralową, gupikiem, a coraz częściej amebą lub meduzą bezmyślnie odbijającą się o ściany kurierowego akwarium, lub, nie bójmy się tego porównania, taką leniwą foką.

I do tego jeszcze on.
Doobra. Powtarzał mi cały poranek, że „Słoneczko jesteś zajebista! Jesteś najlepsza!” Ale tylko po to, żeby zrownoważyć to rzuconym za chwilę „ Co ty masz znowu na ryju?”
Wiadomo!
Zawsze mi coś wyskoczy na ryju kiedy nie trzeba.
A to jak się masz spotkać z drugą żoną swojego pierwszego męża.
A to jak wakacje i potem na wszystkich fotach jesteś Ty, Brus, Lady Pe, Małolata i on – pan SYF.

Myślałam, że tylko okres mam złośliwy i przychodzi w wesele, maturę i w weekend w spa, ale okazało się, że ryj z czasem też się rozchulał.
Nie pomaga zdrowy tryb życia, brak fajek i picia.
Nie może na dupie syf wyskoczyć nie?
Zawsze na ryju.
I to taki twardziel, że żadne czary mary Małolaty nie pomagają.
A wręcz przeciwnie. Masz wrażenie, że ta ilość szpachli powoduje, że on się jeszcze bardziej świeci. Jak neon monopolowego w bezksiężycową noc. Prawie słyszysz i czujesz jak skacze na gębie „Tu jestem! Tutaj! W oko mnie patrz!”
Rozłożył parawan na twojej twarzoczaszce, sciągnął spraną koszulkę, wystawił bebzol do słońca i świeci golizną, a słońce odbija się od niego jak od złotego zęba pani Jadzi, co mu tę koszulkę 20 lat temu na straganie sprzedała.

Zdązyłam mu tylko krzyknąć żeby mnie w dupę pocałował, Brusowi, nie Syfowi, i poleciałam sprintem na kibel.
Stres jak cholera, ryj jak pizza z resztek lodówkowych i osobisty facet jak słoń w składzie porcelany.
Patozestaw rekturatycjny.
Naprawdę brakuje tylko, żeby teraz okresu dostała.
O niee mój brzuch!
Uff! To tylka sraczka ze stresu. Całe szczęście.
Łyknęłam 2 tablety na wstrzymanie, bo niestety, ale sukienkę koralową już miałam wybraną na rozmowę, a i tak takiej w kolorze gówna nie mam w szafie.

„ Hanej, ale zobacz, maseczkę nałożysz i nie będzie widać!”

Najlepiej od razu w worku. Namaluję sobie twarz flamastrem. Albo zdjęcie z CV przykleję i będą wiedzieli, że to ja.
Matko. Rzuciłam okiem na fotę z życiorysu. Przegięłam z tym fotoszopem. Pewnie dlatego tylko zadzwonili.
Chuj z doświadczeniem zawodowym i kompetencjami. Ryj to podstawa.
Za długo po męskim świecie w szpilkach chodzę, żebym wierzyła w rozwoje osobiste i inne pierdy wciskane kobietom.
Musisz codziennie udowadniać tym troglodytom, że nie jesteś zbyt seksowna, bo wtedy tępa. Nie za mądra, bo wtedy pyszałkowata. Nie za odważna, bo wtedy sukowata. Trzeba znać swoje miejsce i panom szklanego sufitu od spodu nie rysować.

Boże niech te tabsy zaczną działać, bo jak tak dalej…hmm… pójdzie, to nawet nie będę miała okazji pokazać swojej profesjonalnej zajebistości.

Oczywiście pod firmę zajechaliśmy o kwadrans za wczesnie.
Żebym tak kolejne 10 minut musiała znosić debilne komentarze i pytania w stylu „Czy tym razem nie zapomniałaś gaci”, albo „Tyko nie opowiadaj żartów na rozmowie”.
Tekst „Jak będzie wyższy od Ciebie, to unieś głowę wysoko, to może nie zauważy odrostu” był ostatnim, który usłyszałam, zanim z hukiem nie jebłam drzwiami od passeratiego.

Przez chwilę stałam przed ruchomymi drzwiami, które ani drgnęły.
Jasne. Teraz mam w tych szpilach jak pajac na sznurku zacząć skakać?
Dupa mi się cała zapociła, a oczy zaszły łzami.
„Jakie są pani specjalne umiejętności?
Potrafię napierdalać pajacyki, póki mi ktoś drzwi nie otworzy.”

Na szczęście zanim się zdążyłam poryczeć ze złości i bezsilności podeszła uśmiechnięta pani sekretarka i otworzyła zablokowane drzwi. Potem zaproponowała łyk płynu dezynfekującego na rozluźnienie.
I ja wtedy wiedziałam, że chcę tam pracować. Choćby dla niej.

Ale kiedy po prawie 3 godzinach słuchania jaka jestem niesamowita i jaki mam potencjał, dowiedziałam się, że przeszłam do następnego etapu przedsionka przedpokoju jego wysokości i teraz już tylko wystarczy, żebym zgodziła się na najniższą krajową, a oni mi dadzą możliwość rozbujania im eksportu, prawie posikałam się w gacie.
Poważnie.
I z tą najniższą krajową i z tym, że miałam gacie, i z tym, że pęcherz mi się już prawie eksmitował na zewnątrz.
Wspięłam się na takie szczyty erudycji pierdoląc o teoriach Junga i pogladach na życie Rousseau, że panu prawie eksplodował guzik pod krawatem.
A mi prawie pęcherz.
Pożegnałam się czule i ciut zbyt długo i kiedy pokracznie dość schodziłam po zbyt dużej ilości schodów, czułam, że jedno byle kichnięcię i mogę spływać.
Na szczęście pandemii, nie musiałam podawać nikomu łapek na pożegnanie, więc ukłoniłam się jak pojeb i tak już zgięta opuściłam budynek z zacinającymi się drzwiami sycząć pod nosem zaklęcia.
Brus czekający na parkingu pokazał mi na migi, że chyba mnie pojebało i czy kolana mam całe, bo on nie wie co tyle czasu można robić na rozmowie o pracę.
Zdążyłam wsiąść do auta i krzyknąć SZCZAAAAĆ i już 3 sekundy pózniej byliśmy na stacji benzynowej.
Damska zwyczajowo była zamknięta, więc mając wszystko w chuju pokopytkowałam do męskiej.
Usłyszałam tylko niecierpliwe chrząknięcia zza zamkniętych drugich drzwi kiedy weszłam na pełnym spidzie i pęcherzu tupiąc zamaszyście szpilkami. W dupie miałam czy się panu kret cofnął ze stresa.
Ze mnie już ciekło każdym możliwym otworem.
Pozwoliłam więc sobie przycupnąć całym ciężarem wydalając z siebie mocz w metrach sześciennych.
Na koniec westchnęłam jak po 12 godzinnym porodzie i słyszałam tłumiony śmiech za scianką.
– Zaraz sobie pójdę, a pan będzie mógł skończyć w spokoju co pan zaczał, a co panu tak gwałtownie pozwoliłam sobie przerwać.
Jak widać 3 godziny wyżyn interlokutorskich nadal mnie trzymało.
Jeszcze chwila i nastąpi wyrównanie poziomu i wrócę do swojego patoświata.

Spojrzałam w lustro szorując ręce.
Najniższa krajowa i premia od sprzedaży. Krótki chujek!
Niech mu to ogarnia jakaś zapryszczała studentka, wierząca w równość płci i z koszulką Girl Power mejd in czajna!

– I co z tą robotą?
Byłam tak zmęczona, że nawet mi się już opowiadać nie chciało Brusowi trzech ostatnich godzin mojego życia.
Wzruszyłam tyko ramionami i mówię:
– Nic z tego.
Popatrzył na mnie. Wrzucił jedynkę i ruszając w stronę Wypizdziejewa Małego rzucił:

– Mówiłem Ci żebyś nie ściągała maseczki!


Więcej historii z Patoświata znajdziesz w ebooku, który można kupić TUTAJ.


.

961 comments / Add your comment below